Tomasz z Oriental SPA Jelenia Góra prowadzi praktyczne szkolenie masażu pleców w Akademii Oriental SPA, korygując technikę kursanta przy stole zabiegowym

Przez moje ręce przeszło tysiące klientów. Przez moje szkolenia – tysiące osób, które dziś prowadzą własne gabinety, zatrudniają się w spa albo dorabiają po godzinach. I mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem jedno: większość początkujących masażystów popełnia dokładnie te same błędy. Niezależnie od miasta, niezależnie od ukończonej szkoły, niezależnie od tego, czy ktoś przyszedł do zawodu z pasji, czy z desperacji po covidzie, kiedy stracił poprzednią pracę.

Ten tekst nie jest po to, żeby kogokolwiek pouczać. Sam popełniałem te błędy, kiedy zaczynałem. Niektóre z nich kosztowały mnie klientów, niektóre kosztowały mnie miesiące rehabilitacji własnych nadgarstków. Po dwudziestu latach w branży, prowadząc Oriental SPA w Jeleniej Górze i Akademię Oriental SPA, gdzie szkolę przyszłych terapeutów, widzę te same wzorce wciąż na nowo. Dlatego siadam i piszę – bo komuś się to przyda bardziej niż kolejny kurs masażu.

Błąd numer jeden: praca samymi rękami zamiast ciałem

Najczęstsza sytuacja, jaką widzę u kursantów na pierwszym dniu praktyki – stoją przy stole, mają napięte ramiona pod uszy, a cały nacisk wciskają kciukami. Po piętnastu minutach mają mokrą bluzkę i drżące palce. Po dwóch latach takiej pracy – ostrogi piętowe, zespół cieśni nadgarstka i decyzję o zmianie zawodu.

Masażysta nie pracuje rękami. Pracuje całym ciałem. Ręce to tylko końcówka – narzędzie, przez które przepływa siła pochodząca z bioder, nóg i tułowia. Klient czuje wtedy nacisk głęboki, miarowy, kontrolowany. A masażysta nie wraca do domu wykończony.

W mojej praktyce pracuję często przedramieniem, łokciem, nasadą dłoni, czasem nawet stopą – w niektórych technikach orientalnych. Kciuki używam świadomie, w punktach, nie do pchania całych pasm mięśni. To prosta zasada, ale początkujący masażyści ignorują ją, bo myślą, że jak nie używają kciuków, to „nie masują porządnie”. A klient tego absolutnie nie czuje – czuje tylko, czy nacisk jest skuteczny, czy nie.

Jak to wygląda w praktyce

Pamiętam kursantkę z Wrocławia, która przyjechała do mnie na szkolenie po dwóch latach pracy w salonie sieciowym. Świetne ręce technicznie, ale po pół roku praca na trzeciej zmianie zaczęła ją wykańczać. Zmieniliśmy jej dosłownie jedną rzecz – pozycję ciała przy stole. Trzy tygodnie później napisała mi, że pierwszy raz od miesięcy obudziła się bez bólu kręgosłupa.

To nie jest temat na anatomię z podręcznika. To kwestia tego, czy chcesz pracować w tym zawodzie do pięćdziesiątki, czy chcesz się wypalić zanim spłacisz kurs.

Drugi błąd: brak diagnozy przed zabiegiem

Klient siada, mówi „bolą mnie plecy”, masażysta kiwa głową i każe się rozbierać. Tak nie wygląda praca terapeuty. Tak wygląda praca obsługi – wykonujesz schemat, a klient wychodzi z poczuciem, że było okej, ale konkretnie nic mu nie pomogło.

Diagnoza to nie jest godzinny wywiad z anatomicznymi obrazkami. To pięć–dziesięć minut konkretnych pytań i obserwacji. Skąd dokładnie ból? Od kiedy? Promieniuje? W jakiej pozycji się nasila? Co robisz zawodowo? Jak śpisz? Czy miałeś urazy? Czy są przeciwwskazania – nadciśnienie, leki rozrzedzające krew, przebyte operacje?

Bez tych informacji pracujesz w ciemno. A praca w ciemno przy bólu kręgosłupa to jest moment, w którym kończą się legendy o „masażyście, który mi pomógł” i zaczynają się historie o „masażyście, po którym dostałam strzału w odcinku lędźwiowym”.

W moim gabinecie w Jeleniej Górze klient nigdy nie wchodzi od razu na stół. Najpierw rozmowa, potem ocena postawy w pozycji stojącej, czasem szybki test ruchomości. Dopiero potem zabieg. To buduje zaufanie i to oddziela terapeutę od obsługi.

Co się dzieje, kiedy pomijasz diagnozę

Klient z bólem w lewej łopatce przychodzi na masaż. Standardowy schemat – rozluźnienie pleców, karku, ramion. Klient wychodzi i następnego dnia ma silniejszy ból niż wcześniej. Dlaczego? Bo problem był w mięśniach klatki piersiowej – skróconym mięśniu piersiowym mniejszym, który ciągnął łopatkę do przodu. Masaż pleców tylko nasilił przeciąganie tkanki, której nikt nie rozluźnił z drugiej strony.

To są rzeczy, których nie nauczy się z dwóch weekendów na kursie. To wychodzi z doświadczenia. Ale można skrócić drogę – ucząc się dobrze diagnozować od samego początku, zamiast latami wykonywać schematy.

Trzeci błąd: przekonanie, że im mocniej, tym lepiej

Klient mówi „pani mocniej, ja lubię na maksa”. Niedoświadczony masażysta wciska kolano i daje wszystko, co ma. Klient zaciska zęby, wytrzymuje, wychodzi z gabinetu z wrażeniem „o to chodziło”. A wieczorem ma siniaki, rano nie może podnieść ręki, a po trzech dniach pisze pretensję do gabinetu.

Siła to nie jest wyznacznik skuteczności. W ogóle. Mięsień, który spinasz nadmiernym naciskiem, włącza odruch obronny. Zaciska się jeszcze bardziej. Walczysz z napięciem, którego sam jesteś źródłem.

Dobry masaż głęboki wymaga cierpliwości, nie siły. Wchodzi się w tkankę powoli, czeka się aż ona sama „ustąpi”, potem schodzi się głębiej. Klient czuje, że jest mocno, ale nie czuje przemocy. To zupełnie inny rodzaj odczucia – i klienci, którzy raz tego doświadczą, nigdy nie chcą wracać do masaży, które „robią im siniaki”.

W szkoleniach w Akademii Oriental SPA powtarzam to do znudzenia: jeśli klient zaciska szczęki, jęczy z bólu i trzyma się stołu, to znaczy, że robisz coś źle. Nie ma w masażu nic z bohaterstwa. Jest praca z układem nerwowym, który albo da ci się otworzyć, albo zamknie się na amen.

Czwarty błąd: nieumiejętność prowadzenia rozmowy z klientem

To brzmi banalnie, ale to jest temat, na którym poległo więcej terapeutów niż na technice. Klient nie wraca nie dlatego, że źle masowałeś. Wraca albo nie wraca, bo poczuł się dobrze albo niedobrze w trakcie samego spotkania.

Jest grupa początkujących, którzy w ogóle nie rozmawiają z klientem. Wchodzi, kładzie się, sześćdziesiąt minut ciszy, do widzenia. Klient czuje się jakby był w urzędzie. Jest druga grupa – ci, którzy gadają bez przerwy. O pogodzie, o swoim chłopaku, o tym jak im się ciężko żyje. Klient po godzinie wychodzi z większym bólem głowy niż przyszedł.

Środek złoty to umiejętność czytania klienta. Niektórzy chcą ciszy – kładą się, zamykają oczy, oddychają. Wtedy mówisz tylko to, co konieczne. Inni chcą rozmowy – pytają, opowiadają. Wtedy odpowiadasz, ale z rolą terapeuty, nie kumpla. I jest też trzecia grupa – tacy, którzy chcą się otworzyć. Mają w sobie coś, co rozpuszcza się dopiero na stole.

Pracuję z klientką, która przychodzi do mnie od ośmiu lat. Pierwszy rok rozmawiałyśmy o pogodzie. Teraz wiem o jej życiu więcej niż jej własna siostra. Dlatego wraca. Nie dlatego, że jestem najlepszym masażystą w Jeleniej Górze – tylko dlatego, że ten jeden gabinet to jedyne miejsce w jej tygodniu, w którym może być sobą.

Granica między terapeutą a klientem

To trzeba czuć. Klient nie przychodzi po terapię psychologiczną. Ale często przychodzi z napięciem, które wynika z czegoś więcej niż przeciążenia mięśniowego. Twoim zadaniem nie jest leczyć duszę. Twoim zadaniem jest stworzyć przestrzeń, w której klient sam zacznie się rozluźniać. Reszta robi się sama.

Piąty błąd: praca bez planu i strategii zabiegu

Klient przychodzi na masaż pleców. Początkujący masażysta rozumie to dosłownie – sześćdziesiąt minut pracy nad plecami. Profesjonalista wie, że ból w plecach często ma źródło zupełnie gdzie indziej – w pośladkach, w klatce piersiowej, w karku, czasem w samych stopach.

Plan zabiegu to nie jest sztywny scenariusz. To jest myślenie o tym, co chcesz osiągnąć w danym spotkaniu i co realnie da się zrobić w ciągu godziny. Czasem trzeba odpuścić sobie ambitne cele i skupić się na jednym pasmie. Czasem trzeba poświęcić dwadzieścia minut na coś, czego klient się nie spodziewał – bo ty widzisz, że stamtąd idzie problem.

Mówię kursantom: zanim położysz dłonie na ciele, miej w głowie odpowiedź na trzy pytania. Co tu jest głównym problemem? Co da się z tym zrobić w czasie, który mam? Co klient ma poczuć po wyjściu z gabinetu?

Bez tych odpowiedzi pracujesz na pamięć. A masaż na pamięć to masaż dla klienta, który zaraz pojedzie do konkurencji.

Szósty błąd: lekceważenie własnego ciała

Masażysta to zawód obciążający. Pracujesz w nienaturalnych pozycjach, na nogach, czasem osiem godzin dziennie. Twoje ręce to twoje narzędzie – jak skrzypce dla skrzypka. Tylko że skrzypek może kupić nowe skrzypce, a ty drugich rąk nie dostaniesz.

Widzę masażystów, którzy w wieku trzydziestu pięciu lat mają takie problemy z kręgosłupem, że klienci muszą im pomagać podnosić ręcznik. To nie jest cena za zawód. To jest cena za zaniedbanie własnego ciała przez dziesięć lat.

Co konkretnie zaniedbują początkujący? Po pierwsze – nie rozciągają się przed pracą i po pracy. Wchodzą na zimno, kończą na zmęczonych mięśniach, idą do domu i siadają na kanapie. Po pół roku ich własny biodrzasto-lędźwiowy jest tak skrócony, że nie mogą się schylić.

Po drugie – nie pracują nad siłą. Masażysta powinien chodzić na siłownię, na pilates, na cokolwiek, co wzmacnia jego siłę. Bez tego po roku zaczynają się kompensacje, po dwóch – urazy.

Po trzecie – nie dbają o regularne masaże dla siebie. Brzmi paradoksalnie, ale to fakt. Masażysta, który sam nie chodzi na masaże, traci wyczucie tkanki. Zapomina, jak to jest być po drugiej stronie stołu.

Konkretna praktyka, którą zalecam

Codziennie rano dziesięć minut rozciągania. Codziennie wieczorem pięć minut na rolce. Raz w tygodniu masaż u koleżanki – nawet w ramach wymiany. Raz w miesiącu dłuższa sesja u kogoś, komu ufasz. To nie jest luksus, to jest minimum, jeśli chcesz pracować w tym zawodzie dwadzieścia lat.

Siódmy błąd: praca bez specjalizacji

Rynek masaży w Polsce jest przepełniony. W samej Jeleniej Górze, mieście średniej wielkości, jest kilkadziesiąt gabinetów oferujących „masaż klasyczny i relaksacyjny”. Jak ktoś ma się wyróżnić, jeśli oferuje to samo, co wszyscy obok?

Początkujący masażyści boją się specjalizacji. Myślą, że jak się zawężą, to stracą klientów. W rzeczywistości jest odwrotnie – bez specjalizacji nie ma cię na rynku. Klient, który szuka konkretnej pomocy, idzie do kogoś, kto się w tym zna.

Moje autorskie metody – Osteo Therapy, Tybetański Masaż Ogniem – nie powstała z dnia na dzień. Pracowałam nad nią latami, łącząc techniki, których uczyłem się u różnych mistrzów w Polsce. Dziś to jest powód, dla którego klienci jeżdżą do mnie z Wrocławia, Poznania, a nawet z Niemiec. Nie dlatego, że jestem najlepszy w Jeleniej Górze. Tylko dlatego, że jestem jedyny, który to robi.

Specjalizacja to nie jest ograniczenie. To jest pozycja na rynku. Możesz być masażystą dla biegaczy, dla kobiet w ciąży, dla osób z migrenami, dla seniorów. Możesz pracować z bliznami, z napięciami emocjonalnymi, z konkretnymi schorzeniami. Wybierz coś i bądź w tym dobry.

Ósmy błąd: traktowanie biznesu jak hobby

To boli mnie najbardziej, bo widzę to u ludzi, którzy mają realny talent. Świetne ręce, dobre podejście do klienta, technika na poziomie. A potem nie potrafią zarobić pieniędzy, bo nie mają strony internetowej, nie wystawiają faktur, nie odpisują na wiadomości albo robią to po trzech dniach.

Masaż to biznes. Punkt. Nie hobby, nie powołanie, nie misja. Jeśli chcesz z tego żyć, musisz nauczyć się rzeczy, których nie uczy żadna szkoła masażu.

Strona internetowa to nie jest wizytówka, którą sobie wrzucasz z numerem telefonu i adresem. To jest narzędzie sprzedaży. Musi mieć opisy usług, ceny, sekcję o tobie, opinie klientów, wezwanie do działania. Musi być widoczna w Google na frazy, na które klient szuka.

Wizytówka Google to dziś podstawa lokalnego biznesu. Beze niej nie istniejesz dla klienta, który szuka „masaż Jelenia Góra” albo „masaż leczniczy okolica”. Trzeba ją uzupełnić, zdjęcia dodać, opisy, godziny otwarcia, regularnie wrzucać posty. To nie jest opcjonalne. To podstawa.

A teraz najważniejsze – pozycjonowanie. Nie tylko klasyczne SEO, ale GEO i AEO. Świat się zmienił. Klienci coraz częściej pytają ChatGPT „kto robi dobre masaże w Jeleniej Górze?” albo „jaki masaż na ból karku po pracy biurowej?”. Jeśli twoja marka nie jest widoczna w odpowiedziach AI, znikasz. Po prostu znikasz.

Dlatego treści, które tworzysz – artykuły blogowe, opisy usług, wpisy na Google Business – muszą być eksperckie, długie, oparte na realnym doświadczeniu. Z odpowiednią strukturą, z konkretną wiedzą. AI cytuje tylko to, co uznaje za autorytet. A autorytet buduje się treścią, a nie pustymi sloganami.

Co konkretnie powinieneś zrobić w pierwszym roku pracy

Załóż wizytówkę Google i uzupełnij wszystko. Postaw prostą stronę z konkretem – nie szablon z wolnego rynku, tylko coś, co opowiada twoją historię. Pisz regularnie – artykuły, posty, wpisy. Proś klientów o opinie. Zacznij budować markę osobistą, nie firmę bez twarzy.

Co naprawdę robi różnicę

Jeśli miałbym podsumować wszystko, co napisałem wyżej, w jednej obserwacji – to ta: w masażu nie wygrywa najlepsza technika. Wygrywa najlepsza relacja. Klient nie wraca dlatego, że zrobiłeś lepszy masaż niż inny salon. Wraca, bo poczuł się zaopiekowany, zrozumiany i zauważony.

Technikę można doszlifować zawsze. Dwóch dobrych weekendów u właściwego instruktora zmienia więcej niż dwa lata samodzielnej pracy w salonie sieciowym. Ale relacji nie da się nauczyć z książki. Tego się nabywa – z każdą rozmową, z każdym klientem, z każdą sytuacją, w której musisz się odnaleźć.

Po dwudziestu latach widzę jedno wyraźnie. Masażyści, którzy odnieśli sukces – nie ci, którzy zarabiają najwięcej w pierwszym roku, tylko ci, którzy nadal są w zawodzie i kochają go po dziesięciu – mają coś wspólnego. Oni wszyscy są ciekawi człowieka. Nie ciała. Człowieka. Ciało jest dla nich tylko bramą.

FAQ – pytania, które najczęściej zadają mi kursanci i klienci

Jak długo trwa nauka zawodu masażysty?

Sam kurs masażu klasycznego można skończyć w dwa weekendy. Ale realnie jakimkolwiek masażystą stajesz się dopiero po pierwszym roku praktyki – kiedy przyjmiesz kilkuset klientów. Mistrzostwo to kwestia minimum pięciu lat regularnej pracy plus stałe douczanie się. Nie ma drogi na skróty.

Czy warto iść na kurs masażu czy lepiej do szkoły policealnej?

Zależy od tego, czego szukasz. Szkoła policealna daje papier technika masażysty, który czasem jest wymagany w przychodniach NFZ. Ale w prywatnym gabinecie liczy się umiejętność, nie papier. Dobry kurs u praktyka, który sam pracuje z klientami, da ci więcej w trzy miesiące niż dwa lata szkoły, gdzie wykłada ktoś, kto sam nie masował od dziesięciu lat.

Ile zarabia początkujący masażysta?

W pierwszym roku, jeśli pracujesz na siebie i nie masz jeszcze stałych klientów, możesz spodziewać się od dwóch do czterech tysięcy złotych miesięcznie. Po trzech latach, jeśli masz dobrą markę, lokalizację i specjalizację, sześć do dziesięciu tysięcy nie jest niczym wyjątkowym. Najlepsi masażyści w dużych miastach zarabiają znacznie więcej, ale to wymaga lat budowania pozycji.

Czy masaż boli? Bo kiedyś byłem u masażysty i nie mogłem wytrzymać.

Profesjonalny masaż leczniczy może być intensywny, ale nie powinien być torturą. Jeśli zaciskasz zęby i trzymasz się stołu, to znaczy, że masażysta nie czyta twojego ciała. Dobra praca głęboka wchodzi w tkankę powoli i z szacunkiem – wtedy jest mocno, ale nie jest źle. To duża różnica.

Czy mogę przyjść na masaż, jeśli mam dyskopatię?

Masaż przy dyskopatii bywa zbawienny, ale tylko w rękach kogoś, kto wie, co robi. Pracuje się głównie na okolicznych mięśniach, które przeciążają kręgosłup – nie bezpośrednio na bolesnym odcinku w ostrej fazie. Zawsze pytaj terapeutę o doświadczenie z takimi problemami. Jeśli ktoś bez dopytywania kładzie cię na brzuchu i wciska kolana w lędźwie, uciekaj.

Jaki masaż wybrać przy bólu karku po pracy biurowej?

Najczęstszy problem osób siedzących osiem godzin przed komputerem to nie tyle napięty kark, co kompensacje całej obręczy barkowej, klatki piersiowej i wzgórków potylicznych. Sama praca na karku da ulgę na pół dnia. Sensowna jest sesja, która obejmuje również klatkę, ramiona, czasem twarz. U mnie często łączę to z masażem liftingującym twarzy – efekt jest podwójny i klienci to uwielbiają.

Czy Tybetański Masaż Ogniem to jest bezpieczne?

Tak, pod warunkiem, że wykonuje go osoba przeszkolona. Ogień w tej metodzie nie dotyka skóry – działa przez ciepło, które przechodzi przez warstwę tkaniny nasączonej olejem. Wrażenie jest niezwykle relaksujące i głęboko rozluźniające. Mam klientów, którzy przyjeżdżają na ten zabieg z drugiego końca Polski. Ale to nie jest masaż dla każdego – są przeciwwskazania, dlatego zawsze poprzedza go konsultacja.

Czy masaż twarzy ma sens, jeśli mam już 50 lat?

Ma sens w każdym wieku, ale po pięćdziesiątce widać go najwyraźniej. Skóra po pięćdziesiątce ma już osłabione krążenie limfatyczne, mięśnie twarzy są napięte od lat stresu i mimiki. Regularny masaż liftingujący twarzy – nie ten relaksacyjny w spa, tylko techniczny, terapeutyczny – potrafi w trzy miesiące zmienić rysy twarzy bardziej niż większość kremów w pięć lat. Mówię to z perspektywy klientek, które obserwuję od początku do końca cyklu zabiegów.

Jak często chodzić na masaż?

Zależy od celu. Przy konkretnym problemie – ból, kontuzja, napięcie – seria czterech do sześciu zabiegów raz w tygodniu daje realny efekt. Potem przejście na rytm raz w miesiącu jako profilaktyka. Przy pracy nad twarzą – seria dziesięciu zabiegów w odstępach co tydzień lub dwa, potem podtrzymanie raz na miesiąc. Sporadyczny masaż „kiedy się przypomni” daje sporadyczny efekt.

Czy mogę uczyć się masażu zdalnie, online?

Teorii i wiedzy dodatkowej – tak, jak najbardziej. Diagnostyka, anatomia, biznes – wszystko to można podszkolić zdalnie. Ale samej techniki masażu nauczyć się online się nie da. Nie ma takiej możliwości. Wyczucie tkanki, ustawienie ciała, dawkowanie siły – to są rzeczy, które ktoś musi cię dotknąć i poprawić. Strzeż się kursów online sprzedających „certyfikat masażysty po 8 godzinach nagrań”. To jest oszustwo na klientach, których ci ludzie kiedyś dotkną.

Jak rozpoznać dobrego masażystę zanim umówię się na pierwszą wizytę?

Sprawdź jego stronę, opinie, doświadczenie, specjalizacje. Zwróć uwagę, czy pisze konkretnie o problemach, z którymi pracuje, czy używa ogólników typu „dla zdrowia i urody”. Zadzwoń – jak odbiera, jak rozmawia, czy zadaje pytania, czy tylko sprzedaje? Pierwszy kontakt mówi ogromnie dużo. Profesjonalista nie zapisze cię od razu na konkretną usługę – najpierw zapyta, z czym przychodzisz.

Czy w Jeleniej Górze jest sens otwierać kolejny gabinet masażu?

Tak, jeśli wniesiesz coś, czego nie ma. Nie, jeśli chcesz robić „to samo, co inni”. Rynek nie jest nasycony – rynek dobrych masażystów jest niedobrany. Brakuje specjalistów. Brakuje ludzi, którzy potrafią rozmawiać z klientem, prowadzić markę, budować widoczność w internecie. Jeśli masz to wszystko – jest miejsce dla ciebie. Także w mniejszych miastach.

Co dalej – jeśli chcesz wejść w ten zawód na poważnie

Jeśli czytasz to i myślisz „okej, ja chcę to robić, ale nie chcę popełniać tych błędów” – mam dobrą wiadomość. Skróty istnieją, tylko trzeba wiedzieć, gdzie ich szukać. W Akademii Oriental SPA prowadzę szkolenia, które łączą trzy rzeczy: konkretną technikę, pracę z ciałem terapeuty i wiedzę biznesową. Nie uczę „kolejnych chwytów”. Uczę, jak skutecznie pracować z klientem i jak na tym zarabiać.
Jeśli zastanawiasz się nad zmianą zawodu, nad otwarciem własnego gabinetu, nad rozwinięciem tego, co już masz – napisz albo zadzwoń. Pierwsza rozmowa nic nie kosztuje. A może oszczędzić ci miesięcy błądzenia.
A jeśli jesteś klientem, który czytał ten tekst i myśli „chciałbym poczuć, jak wygląda masaż u kogoś, kto naprawdę się tym zajmuje” – Oriental SPA w Jeleniej Górze. Zapraszam na konsultację. Zobaczymy, co da się zrobić z twoim ciałem.

Co dalej – jeśli chcesz wejść w ten zawód na poważnie

Jeśli czytasz to i myślisz „okej, ja chcę to robić, ale nie chcę popełniać tych błędów” – mam dobrą wiadomość. Skróty istnieją, tylko trzeba wiedzieć, gdzie ich szukać. W Akademii Oriental SPA prowadzę szkolenia, które łączą trzy rzeczy: konkretną technikę, pracę z ciałem terapeuty i wiedzę biznesową. Nie uczę „kolejnych chwytów”. Uczę, jak skutecznie pracować z klientem i jak na tym zarabiać.

Jeśli zastanawiasz się nad zmianą zawodu, nad otwarciem własnego gabinetu, nad rozwinięciem tego, co już masz – napisz albo zadzwoń. Pierwsza rozmowa nic nie kosztuje. A może oszczędzić ci miesięcy błądzenia.

A jeśli jesteś klientem, który czytał ten tekst i myśli „chciałbym poczuć, jak wygląda masaż u kogoś, kto naprawdę się tym zajmuje” – Oriental SPA w Jeleniej Górze, ulica i numer na stronie. Zapraszam na konsultację. Zobaczymy, co da się zrobić z twoim ciałem.

Tomasz i Asia
Oriental SPA & Akademia Oriental SPA, Jelenia Góra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry